| DOŻYNKOWY FELIETON |
|
|
|
Dożynkowy felieton
W najbliższą niedzielę gminne dożynki na pewno odbędą się w Choszcznie, Krzęcinie i Pełczycach. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że odbędą się także w Bierzwniku. Dlaczego nieoficjalnie? Ano dlatego, że na stronach internetowych tych pierwszych trzech stolic gmin, już są zamieszczone informacje o tych wydarzeniach, a na bierzwnickiej, mimo tego, że mamy już wtorek… nie ma?
U rolników sprawdziłem, bo tam chyba powinienem, jak wyglądają tegoroczne zbiory zbóż. Okazuje się, że u niektórych nawet połowa areału czeka na skoszenie, a raczej na pogodę sprzyjającą wjechaniu kombajnów na pola. Gospodarze klną ile wlezie, bo nawet jak w końcu doczekają się promieni słońca, to spleśniałe już zboże nie będzie się nadawać nawet na tzw. „paszówkę”. Klną podwójnie, bo denerwuje ich fakt, że samorządowcy organizują im dożynki, a ich po prostu tam nie będzie. – Przyjdą ci którzy muszą, a że ma to być święto tych, którzy dają chleb i tych, którzy go zjadają, to dzisiaj nikogo nie obchodzi – mówi mi znajomy gospodarz z Zamęcina. I rzeczywiście przyglądając się dożynkom organizowanym w ostatnich latach, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to kolejna okazja do tego, żeby pokazali się ci, którzy mają się pokazać. Niczego wielkiego nie odkryję, jak w tym miejscu podkreślę, że w roku przedwyborczym, ta lista tych do pokazania się, diametralnie się wydłuża.. Już w poprzednich latach o tym pisałem, ale teraz też zapytam o to, dlaczego w jednym dniu organizowane są dożynki, aż w czterech gminach powiatu choszczeńskiego? Skoro to święto coraz częściej odbywa się bez rolników, to dlaczego by nie zrobić tak, aby co tydzień gawiedź miała okazję do zabawy. Po raz kolejny w jednym dniu wydanych zostanie kilkaset tysięcy złotych, a efekt tego będzie jaki? Mówiąc delikatnie – mierny! Jedna z pierwszych zasad dziennikarstwa mówi o tym, że jeśli komuś stawiamy zarzuty, to powinniśmy go zapytać o to, dlaczego robi tak a nie inaczej, ale ja już wielokrotnie o to pytałem, a odpowiedzi słyszałem raczej dziwne i czasami nawet śmieszne. Śmieszne jest też to, że coraz częściej dożynki planowane są już w... styczniu. Na początku roku? To ja po raz kolejny zapytam, a co by to było, gdyby np. w tym roku, pełnym pogodowych „sensacji”, wszystkie zboża były jeszcze na polach? Jak znam życie, to polityk i tu znalazłby jakieś wytłumaczenie, natomiast w najbliższą niedzielę rolnik na dożynki przyjdzie (chyba) jak będzie lało, jak wyjrzy słońce na pewno siądzie na kombajn i pojedzie kosić…
Tadeusz Krawiec
|












